KOSZMAR NIEWINNEGO DZIECKA - SZOKUJĄCE KULISY SPRAWY

Piotr Kociewski
KOSZMAR NIEWINNEGO DZIECKA - SZOKUJĄCE KULISY SPRAWY

STAROGARD

„Synku, tata tego tak nie zostawi’” - Ojciec kontra policyjna wersja wydarzeń

W maju 2025 roku nieznany chłopiec dokonuje w Starogardzie drobnej kradzieży w jednym ze znanych dyskontów. Policja wszczyna postępowanie i identyfikuje sprawcę. Jednak, czy aby na pewno? Rzekomy sprawca w momencie kradzieży był według świadków i zapisów wideo ponad 100 km od Starogardu. Co kryje się za sprawą drobnej kradzieży? Czy w sprawie doszło do prefabrykowania dowodów? Na pewno jest to dramat dziecka. Jednego fałszywie oskarżonego o kradzież, któremu nagle przed oczami stanęło widmo więzienia. I dramat drugiego dziecka, które z jakiegoś powodu dokonuje przestępstwa, być może kradnie po prostu z biedy.

Głos ojca w obronie syna

Do naszej redakcji zgłosił się rodzić, którego syn został oskarżony o kradzież. Swój ból i żal wyraził słowami: 

- Późny wieczór około miesiąca temu, dzwonek do drzwi. W drzwiach osoba przedstawiająca się jako kurator sądowy, przyszedł w sprawie naszego syna. Nie wpuszczam, nie rozumiem co do mnie mówi, pokazuje legitymację. Wasz syn okradł sklep, przecież wiecie - była policja. Takiego zdania użył. Kurator nie przygotowany, żadnej dokładnej informacji, nie znał daty kradzieży, nie wiedział kto prowadził sprawę, piąte przez dziesiąte powiedział coś o dzielnicowej. Na pytanie małżonki skąd mają nawet pesel naszego dziecka, skoro mój mąż nawet go nie zna, odpowiedział, że wszystko ma w dokumentach. Zaczął wypytywać syna o kradzieże no i wtedy zaczęło być nieciekawie. Straszna atmosfera w domu, na szczęście koszmar trwał około dwóch dni. Żonie udało zdobyć informację z daty i godziny zdarzenia, wysłała mi, sprawdzam telefon.... Telefon do syna. Mamy to! W momencie kradzieży byliśmy w hotelu w Łebie, dziesiątki filmów i zdjęć z datami i godzinami. „Synku, tata tego tak nie zostawi!" Dostęp do akt, które są już w sądzie bez naszej wiedzy - to jest długie oczekiwanie, my na szczęście wiedzieliśmy, że na nagraniu monitoringu będziemy oglądać cudze dziecko, a nie nasze, tak też się stało w poniedziałek 4 maja 2026 roku, dokładnie rok po domniemanej kradzieży. Chłopiec z filmu, dużo młodszy i dużo niższy. To też mnie ucieszyło, że monitoring w sklepie był super jakości, więc gołym okiem widać, że ze sprawą jest coś mocno nie tak. Akta sprawy? Miód na moje serce, jedna policjantka przesłuchuje drugą jako świadka, która pisze, że jest uprzedzona o odpowiedzialności karnej wynikającej z treści art 233 paragraf 1, i po zapoznaniu się z materiałem, rozpoznaje nasze dziecko. Właściwie tylko na tym zdaniu mi zależało, do tego piękny podpis pani Aspirant (dane znane redakcji). Mam nadzieję, że za jakiś czas dowiemy się jakim cudem w sprawę kradzieży wmontowała niewinne dziecko, czemu akurat on. Sprawa nie wyszła za mury Komendy w Starogardzie, od razu zakończona trafiła do sądu. U nas w domu dwa dni koszmaru plus następne tygodnie nerwowe, mamy asa w rękawie w postaci nagrań i zdjęć syna 100 kilometrów od miejsca zdarzenia, no i dokładne nagranie monitoringu. Stawiam, że niektóre dzieci i ich rodzice nie będą mieli takiego szczęścia...- opowiada tata chłopca.

Kulisy sprawy

Polskę w ostatnim czasie wstrząsają skandale związane policyjnymi pomyłkami. Czy taka pomyłka mogła się przydarzyć starogardzkim policjantom, mającym w skali województwa dobrą opinię.

Podejmujemy działania w celu weryfikacji słów ojca. Docieramy do zdjęć chłopaka z nad morza, gdy doszło do kradzieży.

Potwierdzamy również fakt, że policjantka uprzedzona o odpowiedzialności karnej wynikającej z treści art. 233 kodeksu karnego stwierdza, że rozpoznała podczas czynności służbowych sprawcę kradzieży - miał być nim bohater naszego materiału. Według słów ojca chłopca, monitoring jest dobrej jakości i widać wyraźnie, że mamy do czynienia z dwójką różnych dzieci.

Ustalamy również, że w sprawie ma występować jeszcze jeden świadek. Ma być nim szkolny pedagog. To właśnie on miał potwierdzić wizerunek chłopca policjantce obciążającej swoimi zeznaniami dziecko.

Jedziemy do jednej ze starogardzkich szkół, w której pracuje Pani pedagog, zadając sobie po drodze jedno pytanie: jak nauczyciel - pedagog wyobraża sobie dalszą pracę z dziećmi, w przypadku skierowania przeciwko jednemu z uczniów fałszywego świadectwa, które naraża go potencjalnie na odpowiedzialność przed sądem? 

Rozmowa z panią pedagog jest krótka i niezwykle zaskakująca. Pani pedagog informuje nas, że nie potwierdzała policji wizerunku chłopca. Nie była ani na komendzie, ani policjanci nie byli w tej sprawie w szkole. Nikt jej nie przedstawiał ani zdjęcia, ani nagrania z momentu kradzieży. 

Przyznajemy, że odpowiedź na nasze pytanie Pani pedagog nas zmroziła. Dotychczas myśleliśmy, że mamy do czynienia ewentualnie z pomyłką - błędem ludzkim, a nagle w sprawie wyłania się obraz potencjalnego prefabrykowania dowodów i fałszywych zeznań. A to znacznie przerasta sprawę drobnej kradzieży w dyskoncie. 

Dziennikarska dociekliwość każe nam przyjrzeć się pani aspirant uważniej, niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. Zaczynamy od jej mediów społecznościowych - pozornie zwyczajnych, prowadzonych bez większej finezji. Jednak już po chwili trafiamy na coś, co wywołuje nieprzyjemny dreszcz.

Zdjęcie w tle na jednym z portali uderza swoją agresywną symboliką. W półmroku, jakby wyjęta z kadru taniego thrillera, stoi skąpo ubrana dziewczyna. W dłoni trzyma broń, wycelowaną prosto w patrzącego - w nas. Jej twarz jest niewyraźna, jakby celowo rozmyta, a spojrzenie, choć niewidoczne, zdaje się przenikać przez ekran.

To nie jest prywatna fotografia policjantki. Jak ustalamy, to wykadrowany obraz z portalu Pinterest. Ale sam fakt, że właśnie taki kadr wybrała na swoją wizytówkę, budzi pytania. Niepokój. Wrażenie, że pod schludnym mundurem kryje się coś, czego nie widać na służbowych odprawach. Coś, co nie pasuje do wizerunku funkcjonariuszki mającej strzec porządku.

Czasem to nie zdjęcia prywatne zdradzają najwięcej, lecz te, które ktoś wybiera świadomie - jako swoją twarz w sieci. A to konkretne zdjęcie mówi więcej, niż pani aspirant mogłaby przypuszczać.

Po cichu sobie myślę, w co myśmy wdepnęli? Czy ta sprawa ma jakieś drugie dno? I kto to posprząta, a może wystarczy poukładać?

Piotr Pielecki - Kociewski

Galeria

Zdjęcie 1
Zdjęcie 2
Zdjęcie 3
Zdjęcie 4

Kategorie