Zemruda

Piotr Kociewski5 min czytania
Zemruda

Mamy w domu dwa koty. Scholes - jak wielu podstarzałych kibiców piłkarskich z łatwością się domyśla - jest rudy. Lucifer, jeśli znacie serial o przystojnym synu piekieł prowadzącym elegancki bar z muzyką na żywo, domyślicie się bez trudu, że jest czarny. Oba mają białe plamy, które zna każdy, kto przegląda moje media społecznościowe. Oba są śliczne, poruszają się z gracją – najczęściej nieco leniwie. Ich futerka błyszczą, a kręgosłup faluje przy każdym kroku, który może być pierwszym krokiem niezwykłego sprintu zakończonego gdzieś wysoko w koronie platana czy orzecha włoskiego. Rzadziej ekwilibrystyczne sztuczki polegające na zmianie kierunku marszu o 180 stopni nasze koty prezentują na wąskich i giętkich gałązkach niezbyt okazałego krzaku bzu, ale kiedy już do nich dochodzi – zapierają dech w piersiach. Kiedyś były małe i nie zamordowały jeszcze dziesiątków zwierząt niemal bezbronnych wobec ich szybkości, sprytu, ostrych zębów i naostrzonych o pień tui pazurków.  Bardzo baliśmy się wówczas, kiedy – dzisiaj już to wiemy – popisując się przed samymi sobą, wspinały bardzo wysoko. Pewnego ranka, z tego strachu, w pełnym biurowym rynsztunku, a była zima i na garnitur włożyłem elegancki, granatowy płaszcz, właziłem na rozciąganą, aluminiową drabinę, żeby ratować Lucka. On spokojnie poczekał aż się wspiąłem, na przemian klnąc i zagadując naszego kaskadera, po czym spokojnie, w kilku imponujących obserwatorom – czyli Kseni i mnie, susach znalazł się bezpiecznie i bez najmniejszego szwanku na ziemi przysypanej bielusieńką kołderką śniegu. 

Dzisiaj efekciarskie wariacje na temat nadzwyczajnej siły, odwagi, szybkości i równowagi stanowią jedne z najciekawszych przedstawień podczas relaksujących chwil spędzanych w przydomowym ogródku. Ostatnio zauważyłem nawet, że one – dobrze wiedząc, że sprawia nam to niekłamaną frajdę - całkiem chętnie i regularnie organizują swoje niemal cyrkowe występy. Takie mamy miłe koty, że nim ruszą na nocną lumpkę – robią niewielki teatrzyk dla ludzkich mieszkańców naszego domku.

Podobno w internecie, z łatwością można znaleźć ogromne biblioteki wartościowych filmików, z których można dowiedzieć się wiele na wybrany przez siebie temat. Słyszałem ostatnio w wywiadzie, który dziennikarz „Faktu” przeprowadził z Piotrem Kędzierskim, że pochłania ogromne ilości treści historycznych. To bardzo ciekawe, chętnie posłuchałbym sobie czegoś ciekawego i dobrej jakości. Postaram się poszukać po raz kolejny tych perełek. Z przyjemnością podejmę ten trop, choć efekty wcześniejszych poszukiwań nie kojarzą mi się ze spektakularnymi sukcesami. Redaktor z „Tańca z gwiazdami” jest osobą, która odpowiada mi „temperamentem intelektualnym” i wygląda na osobę prawdomówną. Zazwyczaj wie co mówi, a najlepiej świadczy o tym, że potrafi naturalnie przyznać, że czegoś nie wie, na czymś się nie zna albo nie chce zajmować stanowiska tam, gdzie brak mu kompetencji. To nieczęste. Dlatego zastanowiło mnie, dlaczego mnie  się nie udaje na ogół znaleźć niczego albo naprawdę śladowe ilości – rzeczy ciekawych, rzetelnie stworzonych i strawnie podanych. 

Przez jakiś czas inaczej było z używanym przeze mnie Spotify. Na kilku wyświetlanych kartach pojawiały się dosyć regularnie prawdziwe perełki. Niestety też do czasu. Dzisiaj jadąc samochodem unikam przyciskania tych szufladek platformy streamingowej, które były wcześniej moimi ulubionymi miejscami – „Radaru premier” i „Nowych wydań”. Kiedy tam naciskam, z głośników zaczyna sączyć się leniwie muzyczkopodobny strumyczek dźwięków o częstotliwości cudów: 528 Hz albo natury: 432 Hz. Zwariować można – jest piękny albo wcale nie, co jeszcze gorsze – poranek, ruszasz do boju, a tu z głośnika częstotliwości, które mają zachęcić raczej do kapitulacji niż ataku.

Wszyscy wiedzą, dlaczego tak się dzieje. Właśnie tego nauczyłem algorytm – karmiąc go godzinami kojących dźwięków niosących nieco ulgi podczas bezsennych nocy.

No i właśnie chyba nasze życiowe algorytmy zaatakowała ciemna moc opuszczonych oczu i przygnębionego spojrzenia. Niemal zapomniałem o tym, że kiedyś ostrzegał nas przed tym wielki Italo Calvino w swoich „Niewidzialnych miastach”, pisząc o mieście Zemruda:

„Miasto Zemruda bierze swój kształt od nastroju tego, kto je ogląda. Jeśli przechodzisz przez nie, pogwizdując, z nosem uniesionym w ślad za gwizdem, poznajesz je od dołu ku górze: gzymsy, powiewające firanki, wodotryski. Jeśli idziesz z podbródkiem opuszczonym na pierś, z paznokciami wbitymi w dłonie, twoje spojrzenia będą grzęzły w ziemi, w rynsztokach, w otworach ściekowych, w rybich ościach, w wyrzuconych papierach. Nie można powiedzieć, że jeden obraz miasta jest bardziej prawdziwy od drugiego, ale o górnej Zemrudzie usłyszysz głównie od tych, którzy wspominają ją, pogrążając się w dolnej Zemrudzie, przebywając codziennie te same odcinki ulic i odnajdując każdego ranka zły humor z poprzedniego dnia, zaschnięty u podnóża murów. Dla wszystkich, wcześniej czy później, przychodzi dzień, kiedy opuszczamy wzrok wzdłuż rynien i nie jesteśmy już zdolni oderwać go od bruku. Nie wyklucza się odwrotnego wypadku, lecz jest on rzadszy.”*

Lato jest właśnie takim momentem, kiedy części z nas – dużej części mam nadzieję, udaje się spróbować skupić na karmieniu swojego życiowego algorytmu. Nie jest to łatwe. Siły nieczyste pod postacią komórek i zmieniających się obrazków przyciągają, uzależniają i niszczą. Rzeczywistość opanowuje samotność i tęsknota, a za nimi postępuje obojętność. Wiem, o czym piszę, sam jestem na tym manichejskim froncie. Mam wrażenie, że przegrywamy, nie będę oszukiwał. Wierzę jednak, że nie wszystko stracone. Że może uda się komuś popatrzeć na chmurę, drzewo, kwiat albo wodę obmywającą kamień w strumyku. Uczepcie się tych widoków. Zapiszcie je na twardych dyskach, z których czerpie życiowy algorytm podpowiadający, czym powinniśmy się zachwycać. Tego można się nauczyć, tego trzeba się nauczyć. Ja muszę zmienić zdanie Spotify o moim guście, a jeśli się uda - podnieść wzrok znad telefonu i z zachwytem patrzeć na miejsca, do których wyjeżdżamy. 

To jest moje postanowienie, tego i Wam życzę, tego wymaga nasze zdrowie, szanse na spokój, na tym polega współczesna higiena. Jeśli o to nie zadbamy, będziemy widzieli tylko bruk na chodnikach, a sztuczki naszych kotów przestaną nas zachwycać. Bez tego będzie dużo gorzej. -Bądźcie zdrowi!

#PatrykGabriel

Galeria

Zdjęcie 1

Kategorie