Wspólna sprawa

Piotr Kociewski5 min czytania
Wspólna sprawa

Mając za sobą szmat czasu, przebrnąwszy przez niejedne kłopoty, wyszedłszy z mnóstwem zadrapań ze zbyt wąskich zakrętów, widzę, że niektóre rzeczy wydają się dużo prostsze niż w młodości. Wydawałoby się, że powinno to przynieść wytchnienie. Bo przecież teoretycznie nie należy się już zbyt wiele spodziewać po pewnych układach ludzkich ambicji i namiętności. Przecież nie należy martwić się nie raz już widzianymi ludzkimi słabościami. Nie powinno dziwić, a już tym bardziej dotykać, to, co małe, smutne i zupełnie niepotrzebne. A jednak jest inaczej.

Nie bardzo lubię, chociaż rozumiem ich życzliwą intencję, życzenia, które czasami składa się bliskim: – Nie zmieniaj się! Zostań sobą.

W takim najprostszym rozumieniu mogą one oznaczać zachętę do kapitulacji, uznanie, że to już koniec, że nie można się poprawić, że niewiele już możemy osiągnąć; że być może zrealizowaliśmy swój potencjał. Nie ma co już nadmiernie pracować nad sobą – wszak bliscy, życzliwi i kochający uznali, że jest wystarczająco dobrze.

Ale przecież nie o to chodzi. Idzie w nich, przynajmniej ja to tak rozumiem, o to, byśmy pozostali dobrzy dla tych, którzy właśnie składają nam życzenia. Że jesteśmy wobec nich emocjonalnie i uczuciowo fair, że w ich interesie jest, by to się nie zmieniało, że jesteśmy wystarczający. Nie chcę pisać wprost, że życzeniami tymi kieruje intencjonalny egoizm, ale ponieważ takiego egoizmu nie cierpię, sam podobnych życzeń nikomu, komu życzę dobrze, nie składam.

Dlatego jasne jest, że wolę, kiedy ludzie, którzy dawno mnie nie widzieli, a którym nie jestem zupełnie obojętny, mówią mi z aprobatą w głosie: – Działaj tak dalej, dobrze ci idzie.

To jest dla mnie komplement, którego wciąż uczę się przyjmować, bo takich lekcji nadal raczej potrzebuję. Oznacza on, że jestem stawiany poza osobistym interesem życzącego, że na chwilę poświęca mi on pełnię swojej uwagi. Właśnie w tym sensie sformułowane życzenia dają osobie, której są składane, powód do zrozumienia, że kierunek jest właściwy, a wysiłek nieskończony. To życzenia dla ludzi ambitnych, a do takich staram się aspirować. To z pewnością rodzaj wyzwania dla ludzi pracowitych, a pracowitość staram się na co dzień udowadniać. Od lat.

Z drugiej jednak strony, umiejętność korzystania z ciepła komplementu i życzliwości nie jest wcale gwarancją pozostawania obojętnym na mniej pozytywne aspekty pracy publicznej. A przecież tyle czasu już minęło, tyle razy garda okazała się skuteczna, a ciosy – utraciwszy impet – okazywały się mniej niebezpieczne, niż życzyłby sobie tego ten, kto je wyprowadza. Powinienem nauczyć się już, jak przechodzić nad tym do porządku dziennego. I wielu rzeczy się już naprawdę nauczyłem przez wszystkie te lata. Przecież nie będę przejmował się trollem internetowym, który używa wulgaryzmów, a na profilówce ma zdjęcie ze swoimi dziećmi i żoną. Chronią mnie przed tym informacje, które od lat towarzyszą mi w chwilach, kiedy staramy się z moimi interlokutorami nawzajem przekonać do najróżniejszych spraw:

– Możemy się spierać, ale widzę, że mnie szanujesz.

Tym bardziej, że przecież są one efektem mojej pracy nad samym sobą – życie nie polega na ciągłym oddawaniu ciosów. Trzeba cierpliwości, szacunku i wiary w wyznawane przez siebie wartości, żeby móc zrozumieć, że ludzie są różnorodni.

Nie mam zamiaru przyjmować rad i sugestii co do intensywności mojej pracy od ludzi, którzy nie słyną ze zrywania sobie rękawów. Nawet dzisiaj bardzo pracowity człowiek zapytał mnie:

– Ile godzin na dobę ty pracujesz?

Nie wszyscy oczywiście muszą być jak mróweczki. Jeśli nie są, a przypominają raczej trutnie – nie ma się co przejmować ich złośliwymi zachętami.

Jeśli ktoś, złośliwie i zupełnie nietrafnie, atakuje mnie salwą, że powinienem zająć się lokalnymi sprawami, to ja tylko się uśmiecham i jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy okazują mi życzliwość, za publicznie podkreślane przywiązanie i miłość do Starogardu, Kociewia i Pomorza. I uśmiecham się jeszcze szerzej, przypominając sobie, jak miło robi mi się dzisiaj w Warszawie, kiedy przedstawiany jestem jako poseł ze Starogardu, Pomorza, Kociewia – o których przedstawiający wcześniej nawet nie słyszał.

Jest jednak rzecz, która mnie dotyka. Której nie rozumiem i być może dlatego jest dla mnie smutna. Nie złości mnie, nie rani, a jednak powoduje dysharmonię.

Bardzo cieszę się, kiedy w moim mieście odbywają się koncerty, jakich mogłyby pozazdrościć nam inne miejsca. Bardzo cieszę się, kiedy budujemy, rozwijamy, wzmacniamy i udoskonalamy naszą miejską, lokalną i regionalną wspólnotę. Staram się z całych sił te działania wspierać, nie zawsze „zapraszając się na grilla” z inicjatorami. Dlatego, że jako były sportowiec zawsze staram się pracować nad współpracą, grą zespołową, integracją. Nigdy nie odwróciłem się od naszego domu – i niech się tego nie doczekają ci, którzy na to liczą.

To zresztą ci sami, którym udaje się mnie dotknąć. Czym? Zazdrością – to bardzo brzydkie uczucie. Choć, wyłączając świętych, jak wszyscy znam smak innych przywar, to zazdrości nie znam i nie rozumiem, a to powoduje, że bardzo mnie ona dotyka.

Dlatego, że nie lubię kończyć smuteczkiem, a także zgodnie z tradycją, życzę nam wszystkim, żebyśmy: – Byli zdrowi!

#PatrykGabriel

Galeria

Zdjęcie 1

Kategorie