Przepiękna E.

Piotr Kociewski5 min czytania
Przepiękna E.

Przyznam, że słucham na okrągło piosenki „Georgeous” Kanye Westa. I sprawia mi to uzależniającą przyjemność.
Tak, niestety – tego złą sławą owianego i to chyba w pełni zasłużenie. Tego, który na moim radarze social mediowych newsów pojawił się za sprawą dziwacznych ubrań i żony, która wyglądała w towarzystwie rapera, jak ofiara bezwzględnego wyzysku we wszystkich obszarach ludzkiej aktywności. Piszę w czasie przeszłym, bo dawno ich nie widziałem. Algorytm nie karmi mnie ich ekstrawagancjami już od dawna. Wierzę, że w ten sposób troszczy się o mnie.
Wyglądała ta niebrzydka laska, jakby cierpienie już dawno przepoczwarzyło się w niej w rezygnację, a przyszłość nie dawała najmniejszych szans na choćby odrobinę wytchnienia od zła. Tej szczególnie ohydnej odmiany, której fundamentem jest głupota tak szczera, że przeraża nawet największych optymistów. Parę otaczały jakieś duszące do utraty tchu opary zidiocenia. A mimo to; a równocześnie towarzyszyła swojemu mężowi niczym pierwsza dama prezydentowi noszącemu z dumą siniaki na zewnętrznych częściach dłoni po diabelskich tańcach, jak rapują w piosence. 
Ale talent ma z pewnością, ten przerażająco smutny koleżka, niepośledni. To jakieś bardzo przygnębiające, bo przecież również w innych – zdecydowanie brutalniej ingerujących w nasze życie dziedzinach, sukcesy odnoszą podobni do Kanye bohaterowie źle narysowanych kreskówek. Latają wielkimi samolotami, decydują o miliardach. Przeważnie; szlag – zawsze w imię mamony. Czasami przy tym hajlując. Zazwyczaj towarzyszą im zrezygnowane, ale całkiem nieźle urządzone – młodsze albo starsze dziewczyny. Część z nich nawet uśmiechając się przy tym na potrzeby PRu. Nawet robią o nich filmy.
Każdy kto włączy sobie ten kawałek będzie musiał przyznać, że hipnotyczna gitarka tworzy ponure tło do smutnego tekstu. Całość zaś nieźle koresponduje z historią, którą ostatnio usłyszałem, a która udowadnia niestety, że głupota, zło i chciwość wcale nie dają gwarancji tworzenia świetnych piosenek, elektrycznych samochodów, platform zakupowych, upadających biznesów czy wygrywania wyborów prezydenckich. To nie jest jednak kwestia sprawiedliwości, o nie. Jestem dosyć długo na tym łez padole, żeby nie być tak naiwnym. Dobro nie wraca. Zło za to się multiplikuje, głupota eksploduje.
Niedługo wchodzę w ostatni rok piątej dekady, a to niesie jeszcze jedną nieuniknioną rocznicę. Trzydzieści lat od egzaminu, który miał niczym katapulta, wysłać mnie w stronę wielkiej przygody i szerokiego świata. To niektórym nawet się udało. Wciąż mają przygody, są ładni, bogaci, dobrze wykształcenia. Mają super fotki z wakacji. Mają ochotę się tym wszystkim bezwstydnie podzielić z tymi, którzy już dawno trzeci raz się rozwiedli, spuchli, utyli i posiwieli. Będziemy mieli rocznicowe balety – to będzie, zdarzająca się nieczęsto, okazja.
Czas nie jest sprawiedliwy. Lepiej byłoby napisać: nie ma sprawiedliwości. Z tej okazji, a może z jakiejś innej zadzwoniła do mnie - dawno, bardzo dawno nie widziana koleżanka. Koleżanka, która już na początku przeszłości wyjechała w szeroki świat. Piękny, słoneczny, soczysty. Wspominam ją jako niezwykle bystre, urodziwe i wesołe dziewczę, z czasów, kiedy i mnie łatwiej przychodziły beztroskie acz niewinne swawole. Prawdę powiedziawszy naprawdę ładna była ta E., ładna i dobra, a na dodatek dobrze się uczyła, ubierała z gustem, miała wszystko na piątkę z plusem. Ładnie się uśmiechała i była ciekawa świata. 
Wiele też w swoim niekrótkim już przecież życiu osiągnęła, wiele widziała, bo podróże są nadal jej sposobem na zapełnianie pamięci, zgłuszanie demonów i wydawanie pieniędzy. A tych nie ma może tyle ile chciałaby mieć, ale przecież ja bym się od razu zamienił, a nie cierpię głodu.
No to pogadaliśmy sobie. Nawet kamerkę włączyła i było tych wspominek dużo ciepłych, ale i nawiązań do współczesności niemało. Bardzo dobrze się gadało, a jeszcze byłbym zupełnie nieuczciwy gdybym nie napisał, że wciąż raczej wzrok trudno oderwać od E... No i nagle, gdzieś w tle ta przygnębiająca piosenka z tytułu zaczęła pobrzmiewać. 
Okazało się bowiem, że owa dorosła już przecież i bystra osoba ma do świata całą tonę pretensji, które zogniskowała na ludziach, z którymi pracuje. Wyjątkowo szybko, jak na temat raczej intymny, zaczyna się zwierzać, atakuje zaporowym ogniem niepotrzebnych szczegółów, nazwisk, których nie znam. Miejsc, których nie widziałem na moje krótkowzroczne oczy. Przerywam czasami, ale nie jest to łatwe.
- Wiadomo, nie zawsze jest sielanka – mówię, a wiem co mówię. 
- Każdy może mieć nieco słabszy okres – próbuję doradzać. 
- Warto rozmawiać, jasno tłumaczyć swoje motywy, plany, oczekiwania – uczciwie i szczerze, ale jednak z szacunkiem dla różnic we wrażliwościach - zupełnie się angażuję w tę dyskusję. 
Zupełnie niepotrzebnie. Dziewczyna mówi, że ona wszystkich załatwi, że ma haki, że zniszczy wszystkich, że podsłuchała, nagrała, że skopiowała. Opowiada jakieś historie jak z akt Epsteina, ohydności dystrybuuje nieproszona, obyczajowe historie eksploatuje. A na koniec mówi, że jej partner to doradza, że ona mu ufa, że on zna się na ludziach i niejednemu już pokazał. Nie znam chłopa i przyznam, że nie poznam go z własnej woli, chociaż przesłucham twórczość, bo jak Kanye w muzyce robi. Może też ma tyle talentu co Afroamerykanin, tyle, że jeszcze incognito.
Nie wiem, czy pójdę na tę imprezę rocznicową, jeśli ona przyjedzie. Jestem już na tym etapie, że takie rzeczy strasznie mnie bolą.
Dlatego życzę dzisiaj nam wszystkim: żebyśmy nie dali się zgnębić sukin….m!

#PatrykGabriel

Galeria

Zdjęcie 1
Zdjęcie 2

Kategorie