Daj odejść

Piotr Kociewski3 min czytania
Daj odejść

Dzisiaj piszę ten tekst z samego rana. Jeszcze przed serią spotkań, nieco niewyspany. Za oknem nie świeci słońce, co zauważyłem idąc sobie zrobić kawę to kuchni. W pokoiku, w którym teraz siedzę, światło dnia wygłusza czyściutka warstwa śniegu na oknie połaciowym. Jest raczej średnio. Dobrze, że w domu, że ciepło, że kawa pyszna – miałbym wyrzuty sumienia gdybym nie nabazgrał tych kilku pozytywów. 

Chociaż pamiętam z dzieciństwa lata, w których w trakcie zimy zaspy sięgały do pasa, a przecież nie urosłem nadmiernie. Chociaż jeździło się, na workach po nawozie sztucznym, w najbliższym domu dziadka parowie. Chociaż asfaltowe boiska zalewane były przez wuefistów albo woźnego wodą, żeby na drugi dzień stać się prawdziwym lodowiskiem (o ile w nocy nie zerwał się zbytni wiatr – bo wtedy nawierzchnia nie nadawała się do użytku i trzeba było taflę poprawiać). Chociaż udało mi się zjechać na brzuchu z górki, na której zboczu od dawna stoją równe rzędy garaży, a wyczyn ten poprawiłem udanym zjazdem „na nogach, na stojaka”. Góra była wielka jak Czumulumgma i samo wspięcie się na jej szczyt po wyślizganym stoku nie było łatwe. Chociaż nie straszny mi był czerwony nos i na wpół odmarznięte palce u nóg to nigdy nie lubiłem zimy.
Z czasem niechęć nieco ustąpiła, a raczej może jakbyśmy nieco zapomnieli o sobie. No bo przecież nie może prawdziwą, siarczystą złością rozpalić serca dwu, trzydniowy przymrozek. Mogą szaruga, ciemność i wilgoć - męczyć i irytować. To jednak betka. To nic. To przecież mija i nie wymaga nawet czapek, rękawiczek. No może szala. Nie warto się na tym skupiać.
Inaczej jednak jest w tym roku. Zmęczenie i irytacja ustąpiły miejsca swoim nieco bardziej absorbującym uczuciom. Bardziej niemiłym. Okropniejszym. Przyznaję, że mi również brak już w kwestiach pogodowych pogody ducha, optymizmu, spokoju i godności osobistej.
To ciągłe odśnieżanie, do którego z czasem brakuje już nawet nie sił, ale zapału. Jak go znaleźć, kiedy pod kolejnymi warstwami białego puchu odkrywamy przyjemny, jasny i śliski jak cholera uśmieszek lodowiska. Czysta natura. Złośliwie szepcze: - A kuku!
Te ubrania, które odwykły od chronienia przed tęgim mrozem. Buty, które zupełnie zniewieściały i składają broń po kilku minutach na mrozie. Natura jest pamiętliwa i teraz pokazuje im, do której pory roku należą. Wcale nie delikatnie mówi im: - Won, wynocha!
Stłuczki, wywrotki, otarcia i rachunki. Wredna, ale konsekwentna jest ta zima: -Płacz i płać, bratku!

Dlatego wiecie już co chcę napisać. Dalej jej nie lubię. Nie mam jej nic do powiedzenia, najchętniej bym jej unikał, zignorował, opuścił i ostentacyjnie okazał obojętność.
Niestety, podobnie jak w życiu, nie ma szans na to, żeby się wylogować. Prognozy dobijają swoim dwuznacznym pesymizmem. To może powtarzać się co roku. Dlatego dobrnijmy do roztopów, a potem przygotujmy się do kolejnej rundy, która nadejdzie szybciej niż nam się wydaje. Jak w życiu, w którym gardę czy raczej łopatę do odśnieżania zawsze trzeba mieć w pogotowiu. 
Dlatego: Nie dajcie się zgnębić sukin….m!

#PatrykGabriel

Galeria

Zdjęcie 1

Kategorie