Matura AI

Piotr Kociewski3 min czytania
Matura AI

Mija trzydzieści lat od momentu, kiedy stałem przed drzwiami sali gimnastycznej naszej szkoły. Nie stałem w oczekiwaniu, stałem niepokojąc się czy zostanę wpuszczony. Za kilkanaście minut miałem, razem z niezłym stadkiem koleżanek i kolegów, zacząć pisać maturę z polskiego. Język ojczysty nie nastręczał mi specjalnych problemów. 
Stałem jako faworyt, a mimo to denerwowałem się jakby świat miał się skończyć. Wpuścili mnie i usiadłem w drugim rzędzie od strony drabinek. Daleko od wejścia. Ławki były porozdzielane znaczącymi odstępami, w myśl zasady ufaj, ale nie stwarzaj okazji. Odetchnąłem z ulgą. W szkole, do której chodziłem nie przepuszczano okazji, żeby zestresować swoich uczniów: - Nie wiem, czy cię wpuścimy?
Po co? Dlaczego? Nie mam pojęcia. Przez te trzydzieści lat bardzo się to zmieniło. Na lepsze, zdecydowanie na lepsze.
Tymczasem siedziałem w ławce, na dużej sali gimnastycznej, miałem pióro albo długopis i długi rekord napisanych przyzwoicie esejów. Raczej w wersji francuskiej niż angielskiej.  Jasne, że po polsku. Kilka dobrych ocen i brak potknięć w tej dziedzinie. Po prostu faworyt.
Wybrałem temat. Nie pamiętam jaki, naprawdę. Żaden mi się nie podobał. Wybrałem ten, który nie podobał mi się najmniej. Decyzja przyszła mi tak trudno, jakby zależało od niej życie najbliższych. Nic wielkiego. Pozornie. Teraz miało pójść z górki. Nic z tego…
Dalej nic. Nie miałem pojęcia co zrobić dalej. Nie byłem pewien jakie kształty mają litery, nie widziałem słów, straciłem rozeznanie w znakach interpunkcyjnych.
I nagle z faworyta stałem się potencjalną ofiarą. Mijały minuty. Najpierw powoli, ociężale. Nie mogłem nabierać powietrza. Niemal się dusiłem, pociłem, panikowałem.
Podeszła do mnie Pani Profesor i zapytała: - Co jest grane? Co się dzieje? Pisz!

Nie odezwałem się. Przecież nie można gadać.  Rozejrzałem się w nadziei, że może jeszcze ktoś wyprostowany rozgląda się w panice.
Nic z tego. Dookoła morze pochylonych głów i poruszające się po kartkach długopisy. Nie chciałem wyjść, ale umierałem ze strachu. Nie byłem sobie w stanie pomóc: -Pisz! Co z tobą? -usłyszałem przy kolejnym kółeczku. Wcale mi to nie pomogło.

Nie mam pojęcia, jak zacząłem. Nie jestem w stanie napisać, jak skończyłem. Nie mogę napisać, o czym pisałem. Ale mimo to byłem w stanie skutecznie to zrobić. Dzisiaj wiem, dlaczego. 
Z prostego, mało romantycznego powodu. Rzemieślniczego. Po prostu na całe szczęście wcześniej ćwiczyłem bardzo dużo. Pisałem, poprawiałem, byłem oceniany. Lubiłem to i byłem obiektywnie przygotowany, a mimo to spanikowałem. Przestraszyłem się, rozsypałem na kilkanaście minut.
Trzy dekady temu, a wydaje mi się jakby akcja miała miejsce w średniowieczu. Tak zmieniła się szkoła, tak zmienił się świat. 
Żmudne ćwiczenia, trening oka, ucha, dłoni i głowy zamieniło ćwiczenie promptów. To oczywiście ma przyszłość. To może przynosić wymierne korzyści. To oszczędza czas. Tylko czy agenci AI napiszą za nas list miłosny? Pewnie tak!  Szkoda byłoby tylko dziewczyny, która dowiedziałaby się, że to nie serce, ale komputera podyktował wyznania. Czy prompty mogą stworzyć wybitną powieść? To tylko kwestia czasu! Ale czy będzie ona o kondycji ludzkiego ducha, z wszystkimi jej ułomnościami? Nie wiem, może tak, ale to chyba nieco bezduszne. Czy w przyszłości maturę z polskiego młodzi będą pisali z użyciem AI? Obym ni dożył takiego dnia.

#PatrykGabriel

Galeria

Zdjęcie 1

Kategorie