ŚPIEWAJĄCY poranek

Już od wielu lat, jeszcze jako samorządowiec, miałem przyjemność odwiedzać coroczny Powiatowy Koncert Pieśni Maryjnych i Kościelnych, który Rejonowy Oddział Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów organizuje wspólnie ze Starogardzkim Centrum Kultury. Składałem życzenia, gratulacje, dziękowałem za zaproszenie, życzyłem dobrej zabawy i wracałem do swoich kolejnych zajęć. Tak rok po roku - aż w ubiegłej edycji, w przypływie nieco buńczucznego, pochopnego humoru, zażartowałem przy mikrofonie, że po tylu latach obecności wypadałoby chyba w końcu samemu się przed publicznością zaprezentować. Najlepiej, dorzuciłem, w duecie z panem prezydentem.
Żart poleciał w świat. A jak wiadomo - u nas na Kociewiu słowo droższe od pieniędzy.
Tegoroczna, dwudziesta trzecia odsłona koncertu, odbyła się w sobotę. Ustaliliśmy nawet wcześniej z panem prezydentem, że spróbujemy coś zaimprowizować. Liczyłem przy tym szczerze, że jego pomoc okaże się decydująca - wiem, że w przeszłości grywał w zespołach, ja muzykiem nie jestem i raczej nie będę, więc plan był prosty: niech zawodowiec pociągnie, ja się dołączę i sprawimy zebranym trochę frajdy. Pomysł, jak mi się wydawało, znakomity.
Kiedy obudziłem się tamtego sobotniego ranka okazało się, że w pędzie poprzednich dni najzwyczajniej w świecie pomieszałem godziny. Spóźniłem się okrągłą godzinę. Szczerze przyznam, że zmartwiło mnie to umiarkowanie z dwóch powodów. Po pierwsze - koncert trwa długo, znałem rytm tej imprezy. Po drugie - organizatorów pana Józefa Gerigka i panią Danuty Słomińskiej znam od lat i wiem, że potrafią z największą życzliwością przyjąć każdą, nawet spóźnioną dobrą wolę. Od wielu lat współpracujemy
Pana prezydenta zastałem już po występie - pomysł duetu, jak to bywa z najlepszymi pomysłami, okazał się więc rozwiązaniem hipotetycznym. Może na przyszłość. Nie miałem jednak najmniejszej wątpliwości, że mimo tego słowa dotrzymam. Poprosiłem organizatorów o zgodę, dostałem ją bez wahania i zostałem zaproszony na scenę. Tutaj naprawdę wielkim wsparciem, o co poprosiłem już wcześniej, okazała się pani Starosta Wioleta Strzemkowska-Konkolewska, która przygotowała wydruk tekstu „Czarnej Madonny" - pieśni dla mnie szczególnej, którą po prostu bardzo lubię od dawna. Kojarzy mi się z wyjazdem do Częstochowy z naszą Mamą. Poza tym, nie wszystkim wiadomo, że jestem wnukiem organisty z Sumina, a do matury byłem ministrantem i lektorem. Pieśni kościelne, a szczególnie maryjne, mam w uchu i w pamięci od dziecka.
Zaprosiłem na scenę Chór Uniwersytetu III Wieku ze Starogardzkiego Centrum Kultury, a także wszystkich zaproszonych gości - księży proboszczów, samorządowców, urzędników. Niezawodna pani Marzena Partyka ze Skórcza zgodziła się akompaniować. Zresztą spontanicznie pomogła nam przy pianinie również szefowa Chóru U3W. Tak zaimprowizowany skład wykonał „Czarną Madonnę" - i wydarzyło się coś, co długo będę pamiętał: do śpiewu dołączyła sala. Niemal cała. Zrobił się z tego naprawdę miły, ciepły i wesoły moment - taki przerywnik między koncertowymi prezentacjami chórów. Bo niech to wybrzmi: pieśni maryjne są radosne, tak jak być powinno w tym najpiękniejszym ze wszystkich, najbardziej kolorowym miesiącu roku. Na nic tu marudzenie i dąsy.
Piszę o tym z prostego powodu. Wbrew wszystkim modnym dziś zachętom do uciekania w nasze cyfrowe samotności - śpiew jest tym, co łączy zupełnie inaczej niż lajk, niż serduszko, niż udostępnienie rolki. Łączy bez pośrednictwa. Łączy tutaj i teraz, ramię w ramię, bez znaczenia czy umiesz, czy fałszujesz, czy znasz drugą zwrotkę. Wiele osób podchodziło do mnie później na sali, mówiąc, że było wesoło - tak, jak bywa między przyjaciółmi, ludźmi, którzy znają się od lat, mieszkają w jednym miejscu i po prostu lubią pośpiewać. Nawet jeśli nie do końca umieją, jak w moim przypadku.
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zgodzili się wspólnie zaśpiewać na moje zaproszenie. Dziękuję chórowi UTW i pani Marzenie. Dziękuję wreszcie organizatorom - z panią Danutą Słomińską i panem Józefem Gerigkiem na czele - za konsekwencję, z którą rok po roku, już dwadzieścia trzy razy, dają nam wszystkim okazję, żeby się spotkać przy pieśni. Konsekwencja w robieniu dobrych rzeczy jest czymś co szczególnie mi imponuje. A poza tym, wszystkim, którzy mają czasami gorszy humor, są na coś źli, mają muchy w nosie - spróbujcie zaśpiewać i oczywiście, jak zawsze: Bądźcie zdrowi!
Galeria
