W stronę rozczarowania

Piotr Kociewski5 min czytania
W stronę rozczarowania

Nie ma właściwie dnia, w którym nie rozmawiałbym z kimś o jego problemach, ambicjach, aspiracjach, planach. Lubię rozmawiać. Oczywiście nawet największy smakołyk bywa czasami powodem nudności. Wiele również zależy z kim, o czym, a wcale nie w mniejszym stopniu ważne jest jak się rozmawia. Nie trzeba nadmiernej znajomości życia, żeby nie sprzeczać się co do takich warunków udanej, pożytecznej konwersacji.
 Trochę na tym polega ta praca, ta służba – bez względu jak wyświechtane jest to sformułowanie. Wybierasz właśnie - służbę publiczną i intensywniej lub mniej, ale zaczynasz słuchać, dopytywać, odpowiadać. Doświadczenie podpowiada mi, że intensywniej znaczy w tym wypadku lepiej.
Musisz mówić innym co jest dla ciebie ważne i dlaczego będziesz o to walczył. To bywa pomijane, a wiele ułatwia, kiedy wszyscy wiedzą jak bardzo będziesz walczył. Wielu tchórzom to już wystarcza, a to oznacza oszczędność energii życiowej. Cały czas mówimy o służbie publicznej, której należnymi zasadami są transparentność i weryfikowalność procesu. 
Jeśli klientami są obywatele to relacja z nimi zawsze powinna być oparta na dialogu. Na rozmowie. Inaczej się nie da, o ile chcemy sprawy posuwać naprzód: nie tworzyć niepewności, uskuteczniać ład, harmonię i spokój. 
To wcale nie jest takie łatwe. Po drugiej stronie zawsze jest osoba/osoby – z własną wrażliwością, doświadczeniem, kompetencjami intelektualnymi i komunikacyjnymi. Ale też ambicjami, oczekiwaniami, oceną samej siebie. Zazwyczaj przeceniamy siebie, ale nie piszę tego na podstawie znajomości raportu z pogłębionych badań zjawiska.
Umiejętność rozmowy to coś naprawdę niezwykłego. Stajesz przed kimś, częściej siadasz. Musisz nauczyć się patrzeć na tę osobę, wytrzymywać jej spojrzenie. Musisz radzić sobie ze swoim i jej zniecierpliwieniem; z rozdrażnieniem, kiedy ktoś popełnia błędy językowe albo nadużywa – nie stylizując intencjonalnie wypowiedzi – gwary. Nie można dać po sobie poznać, kiedy już wiesz, że nic z tego nie będzie. A przecież wszyscy wiemy, że właśnie do tego to zmierza. Nieuchronnie, nieubłaganie, we wszystkich przypadkach z wyjątkiem jakiś promili potwierdzających smutną prawdę o tym jak ludzie siebie rozczarowują.
Czasami mówi się, że życie to nasz dialog ze światem. Rzeczywistością, którą w przypadku ludzi konstruują nam pozostałe osobniki naszego gatunku. 
Świat tworzą - nasze komunikowanie siebie i bolesne odbieranie komunikatów, które wszechświat, czyli inni ludzie wysyłają, żeby nas nagrodzić albo ukarać. Dodać otuchy, a wcale nie rzadziej zdeptać i zlekceważyć. Tak w stałym, bezustannym i asymetrycznym konsensusie, a częściej sporze z rzeczywistością albo jej skrawkiem nam dostępnym, toczy się nasze życie.
Rozmowa jest zatem budulcem i z czasem przynosi nieco więcej rozczarowań, nieco inne emocje, o wiele więcej rutyny. 
Jak w młodości jest naiwność, a jeszcze wcześniej niewinność, tak dla początkującego uczestnika życiowego czy zawodowego konwersatorium początki są ożywcze, budujące, pouczające i chce się ich więcej. Co rusz okazuje się, poznając innych ludzi dzięki rozmowie, że co któraś osoba okazuje się bystrzejsza niż nam się wydawało na pierwszy rzut oka. Inna dużo milsza, a naszą pomyłkę usprawiedliwiamy niezbyt ekspresyjną mimiką twarzy. Prawdziwą frajdę sprawia, kiedy jeszcze inna, na pozór zupełnie nie taka, okazuje się niezwykle zabawna i dowcipna. To tylko kilka przykładów, a przecież co jakiś czas – mówimy o sytuacji, w której codziennie rozmawiasz z innymi, różnymi innymi - zdarzają się nie mniej przyjemne. Ktoś wesołkowato-drażniący okazuje się osobą poważną i pełną głębokiej zadumy. Inny niezwykle odważny w formułowaniu hipotez, stawianiu tez, okazuje się jednocześnie pełen tolerancji dla odmiennych spojrzeń na sprawy. I tym podobne.
Długo by można o tych wspaniałych początkach rozmów, kontaktów werbalnych, dialogów, sporów i uzgodnień. Wspaniały to czas, kiedy świat tworzą nam inni niespodziankami swoich osobowości, intelektów, sposobów bycia, używanych języków. Nie zapomniałem dodać, że takie odkrycia są dostępne tylko dla tych, którzy lubią ludzi. Ci którzy ludzi nie lubią, całe życie przechodzą samotni. 
Rozmowa to coś co sprawia, że nasza mizerna raczej egzystencja z początku znajduje nieco ukojenia w różnorodności. Z czasem jednak okazuje się krainą zawiedzionych nadziei, rozczarowań i niechętnego zniecierpliwienia.
Lubię rozmawiać, bardzo lubię ludzi, a tekst nie ma charakteru naukowego więc nie o obiektywność tu idzie, a osobisty zeitgeist, który ukrywa się często za mitręgą codzienności. Dlatego podam niewielki przykład tego, jak rozmowa bywa źródłem zmartwienia czy troski, bo przecież nie od razu cierpienia albo smutku. 
Trzeba kilkadziesiąt lat rozmawiać z innymi. Najlepiej z opuszczoną gardą, czyli nie unikając przyjmowania ciosów. Trzeba nieco dostać po dupsku. Koniecznie należy kilka razy wygrać i sobie z tym jakoś poradzić. Równie zdrowo jest kilka razy przegrać, ledwo się podnieść, zwlec, uratować już niemal w ostatniej chwili. Trzeba gadać mając otwartą głowę; z różnymi ludźmi. Z bardzo różnymi ludźmi, wieloma – co już zostało zaznaczone, którzy czymś oczarowali, nawet zaimponowali czy po prostu sprawili frajdę. Wszyscy czegoś uczą.
Również tego, że kiedy ktoś, kto jest bardzo ambitny, ale o tym nie mówi, bo myli skromność ze społeczną bigoterią, nabiera nieco nieuzasadnionej pewność siebie, to okazuje się często szują. Niestety także tej jasnej już dzisiaj kwestii, że jeśli ktoś wstydzi się przyznać, że czegoś nie wie, to nigdy nie przyzna się do błędu. Jeśli zaś jest bezbłędny to ma prawo za niepowodzenia obarczać cały świat z wyjątkiem siebie. 
Takie osoby też spotyka na swojej życiowej debacie zawołany dyskutant. A wtedy należy maskować złość, zniecierpliwienie, rozczarowanie, a nawet gniew. To nie jest, rzecz jasna, proste, ale my tutaj pamiętamy, żeby „nie dać się zgnębić sukin…m”. Więc może nie warto niczego maskować? Bez względu na to, jakiemu biegunowi hołdujecie: Bądźcie zdrowi!

#PatrykGabriel

Galeria

Zdjęcie 1

Kategorie